Nadszedł zatem dzień dojazdu do Brukseli. Pogoda znowu sprzyja. Z Antwerpii do stolicy Belgii jest ok. 50km i kilka możliwych szlaków, ale polecono nam szczególnie jeden – trasą F1, nazywaną rowerową autostradą (F1 fietsostrade Antwerpen-Mechelen-Brussel). Jest to relatywnie nowy szlak, wciąż rozbudowywany. Obecnie dostępny jest szeroki, dobrze oznakowany i możliwie odseparowany od ruchu kołowego flandryjski fragment z Antwerpii do Mechelen, biegnący wzdłuż trasy kolei szybkiej prędkości.
Odcinek do Brukseli nie jest jeszcze gotowy, a nawigacja poprowadziła nas przemysłowymi przedmieściami belgijskiej stolicy. Tuż przed wkroczeniem w administracyjny obszar miasta zorientowałem się, że zgubiłem pomarańczową chorągiewkę towarzyszącą mi od początku wyjazdu. Cóż, symboliczny znak, że kończy się pewien etap.

Co nas zdziwiło, to jak na Belgię sama Bruksela jest całkiem pagórkowata. Kierując się GPS-em zaliczyliśmy sporo wąskich, jednokierunkowych uliczek w centrum prowadzących raz w górę, raz w dół. Po raz kolejny odniosłem wrażenie, że rowerowy algorytm Google Maps nie jest zoptymalizowany pod kątem wypraw z bagażem i przyczepką!

Miejscem docelowym bylo Lodzkie House, placówka reprezentująca województwo łódzkie i miasto Łódź w Brukseli. Instytucja ta położona jest w sercu Brukseli nieopodal siedziby Komisji Europejskiej i działa aktywnie na rzecz regionu.

Znajoma pianistka Basia ‘Drazkov’ Drążkowska, która sama również jeździ na rowerze i koncertuje, zaczęła organizować tam wydarzenia artystyczne (LO-art) i zaprosiła mnie abym zagrał tam koncert finałowy.

Dotarliśmy sporo przed czasem, tak że nawet udało mi się zagrać jeszcze próbę – po raz pierwszy na trasie, bo zazwyczaj dojeżdżaliśmy w ostatniej chwili… Mimo przejechania rowerem ok. 1000km grało mi się rewelacyjnie. Zadowolenie z ukończenia trasy bardzo korzystnie wpłynęło na formę! Polecam wszystkim taką formę rozgrzewki do gry! Ponadto podczas koncertu Basia wykonała moje 2 kompozycje (w zimie poprosiła mnie o nuty na świąteczny recital) i było to dla mnie szalenie ciekawe i inspirujące. Po raz pierwszy miałem okazję usłyszeć swoje pianistyczne kompozycje w cudzej interpretacji. Co ciekawe Basia interpretowała je nieco inaczej niż ja, co było naprawdę ciekawym odkryciem.
Po koncercie było też można co nieco przekąsić i wypić oraz porozmawiać z gośćmi o wyprawie i o tym co słychać w Brukseli. Część z gości to Polacy pracujący w różnych instytucjach unijnych, a jeden działał aktywnie na rzecz polepszenia infrastruktury rowerowej w Polsce.
Następnego dnia pogoda się zepsuła, ale w planach był tylko odpoczynek oraz dojechanie do jednego z symboli Brukseli – pomniku atomu. Ten etap trasy rowerowej się zakończył, ale to nie koniec całego wyjazdu. Przed powrotem do Polski w planach mieliśmy jeszcze w kolejnych dniach odpoczynek u znajomych w holenderskim Leiden wraz z… domowym koncertem! Ale to już inna historia.