Pianomatyk Bike Tour – u podnóża Gór Harz

Przepełnieni dobrymi wrażeniami z pierwszych 3 dni, zregenerowani po lżejszym sobotnim odcinku, najedzeni do granic i wyposażeni w wałówkę na drogę, wcześnie rano rozpoczęliśmy 4-ty dzień wyprawy. Według planu miał być on najdłuższym do tej pory. Rozpoczynać miał jednocześnie nowy fragment podróży.

Fragment ten będzie wiódł prosto na zachód, stopniowo teren będzie się stawał coraz bardziej górzysty, okolicę zapełnią malownicze wioski z charakterystycznymi domami szachulcowymi i trafią się liczne zamki oraz stare opactwa. Niepostrzeżenie u po środku gór Harz przekroczymy też niewidzialną granicę pomiędzy dawnymi dwoma odrębnymi państwami niemieckimi.

Region znany jest też z grasujących czarownic, a niektóre z nich swój urok rzucają bezpośrednio z dwóch kółek…

 Mniej oczywistą i bardziej nowoczesną „atrakcją” okazała się elektrownia atomowa usytuowana nad jedną z rzek.

Odcinek ten obfitował w kolejne niesamowite koncerty. W Quedlinburgu dzięki zaangażowaniu poznanej przez internet Conny zagrałem w niezwykle inspirującym wnętrzu. Był to świeżo otwarty sklep z antykami pełniący jednocześnie funkcję kawiarni. Właściciele początkowo nie byli w pełni przekonani do idei koncertowej, ale występ tak im się spodobał, że zaczęli myśleć o kolejnych. Z kolei Conny jak się okazało była prawdziwą multiinstrumentalistką i po moim recitalu starczyło czasu na jam session. Samo miasto jest przepiękne, a jego starówka oraz zamek zostały wpisane są na światową listę dziedzictwa UNESCO. Mimo zmęczenia po części muzycznej chętnie wyruszyliśmy więc na krótki spacer.

Dostępny jest krótki filmik koncertu w Quedlinburgu: https://www.facebook.com/peer.imac/videos/10157636477477501/

Zupełnie inny charakter mial występ w niewielkiej, ale bardzo kulturalnej wiosce Heckenbeck. Korzystając ze słocznej pogody, goszcząca nas Phoebe zaprosiła mieszkańców na skraj wioski, u stóp 2 rozłożystych dębów, gdzie stoi kilka ławeczek i stolików do pikinku. Ludzie chętnie przyszli całymi rodzinami z kocami i przekąskami, a po koncercie mieli sporo pytań co do trasy.

Aby jeszcze bardziej wypełnić dzień muzyką, po występie zostaliśmy zaproszeni na domową próbę trio prowadzonego przez Phoebe. Przygotowywali się oni do występu podczas lokalnych uroczystości mających nastąpić za parę dni.

Kolejny występ miał miejsce w niewielkiej nieco zapomnianej miejscowości Buchahgen liczącej obecnie ok. 60 mieszkańców, która posiada jednak kilka ciekawych budynków z czasów przemysłowego rozkwitu. W jednym z nich będącym stary młynem (Kulturmuhle) obecnie odbywają się co jakiś czas różnego wydarzenia artystyczne na całkiem sporej scenie. Zagrałem tam kameralny, medytacyjny koncert na bardzo delikatnie brzmiącym instrumencie.

Wreszcie w Bielefeld, największym mieście na trasie od czasu wyjazdu z Berlina, odbył się ponownie domowym występ. Tym razem okazało się, że gospodarz posiada niewielkie domowe studio muzyczne, o czym wcześniej nie wspomniał przy korespondencji e-mailowej. Właśnie kupił nowy fortepian, a na stary jeszcze nie znalazł kupca, więc natężenie klawiszy na metr kwadratowy było całkiem spore!

Samo Bielefeld w całych Niemczech jest znane z popularnego żartu będącego teorią konspiracyjną. Mówi ona o tym, że tak naprawdę to miasto nie istnieje (Bielefeld doesn’t exist!). Dowiedziałem się o tym jeszcze w Polsce i niemal na całej trasie, gdy kreśliłem przyszłe przystanki, słyszałem w kółko to samo. No cóż… odnieśliśmy wrażenie, że jednak dotarliśmy tam, ale być może to tylko złudzenie?

Pianomatyk Bike Tour – Początek etapu Berlin-Bruksela

Miło być znów w trasie, miło być znów na rowerze i miło znów grać codziennie koncerty w kolejnych gościnnych lokalizacjach. Wreszcie fantastycznie jest spotkać na żywo ludzi, z którymi intensywnie się kontaktowałem w ostatnich tygodniach organizując kolejne etapy projektu.

Pierwsze 3 dni trasy od razu wypełnione były różnorodnymi wrażeniami. Najpierw przejechaliśmy przez cały Berlin z obowiązkowym zaliczeniem Bramy Brandenburskiej. Tym samym zachowana została ciągłość z poprzednim etapem wyprawy, symbolicznie zakończonej w tym miejscu. Na zachodnich przedmieściach Berlina zatrzymaliśmy się w pięknej historycznej miejscowości Poczdam, gdzie odbył się pierwszy koncert na trasie.

Dalej droga wiodła wzdłuż malowniczych jezior na Haweli (niem. Havel), po czym przenieśliśmy się do słabiej zaludnionej i lesistej części Brandenburgii, z koncertem w Wiesenburgu. Następnie wkroczyliśmy do kraju związkowego Saksonia-Anhalt i udaliśmy się nad Łabę, do miejscowości Vockerode koło Dessau-Rosslau.

Ta część trasy obfitowała zarówno w liczne atrakcje turystyczne jak i tereny niezwykle malownicze.

Już te pierwsze 3 dni wypełniły 3 zupełnie niezwyke koncerty, które wskazały, że będzie to trasa wyjątkowa! Pierwszy występ w Poczdamie odbył się u bardzo muzykalnej rodziny i zakończył małym jam session na wiolonczelę i pianino.

Drugi recital zagrałem w niewielkiej galerii usytuowanej w starej szkole (Alte Schule) ze starym, ale klimatycznym pianinem. Spieczeni słońcem nie mogliśmy się oderwać od domowej lemoniady i owoców przyniesionych przez organizatorów wydarzenia.

Wreszcie trzeci występ miał miejsce w okolicznościach chyba najbardziej niezwykłych dla mnie do tej pory w całym życiu. Przyjechaliśmy do sporego gospodarstwa, które goszcząca nas rodzina nabyła kilka lat temu i krok po kroku z klasą upiększa. Korzystając z pięknej pogody i sobotniego popołudnia nasz gospodarz zaprosił sporą grupę sąsiadów. Zastanawiając się nad najdogodniejszym miejscem do występu ustaliliśmy, że najciekawiej będzie zainstalować moje przenośne pianinko na… pięknym zabytkowym traktorze. Koncert uzupełnił późniejszy grill, podczas którego kalorie udało się uzupełnić ponad limit!

W tym początkowym okresie do pokonania mieliśmy raczej niewygórowane dystanse, tak aby wdrożyć się w rytm podróży. Pogoda w miarę sprzyjała – trochę upałów, przelotny deszcz i burza która przeszła bokiem. Trasa wiodła nieco na południe. Na samym początku trzymaliśmy się europejskiej trasy rowerowej R1, ale za Bad Belzig odbiliśmy, aby odnaleźć ją ponownie nad Łabą. Dalej będziemy jechali dość długo prosto na zachód. W okolicach Poczdamu spotykaliśmy licznych rowerzystów, drogi były dobrze oznakowane i dobrej jakości. Wjeżdżając na tereny bardziej lesiste ruch na trasie zdecydowanie spadł. Zobaczymy co przyniosą kolejne dni…

Plakat przed recitalem w Warszawie

Poniżej i oficjalny plakat wtorkowego koncertu!

Więcej info: Przejdź do wydarzenia na Facebooku.

 

W radiowej Czwórce

Dzisiaj w Polskim Radio (Czwórka) opowiadałem o Rowerowej Trasie Koncertowej i zapraszałem na wtorkowy Recital Podróżniczy.

Emisja materiału we wtorek rano (29 maja). Zapraszam do wysłuchania przed radioodbiornikami lub za pośrednictwem internetu.

Po materiale zaś widzimy się wieczorem na koncercie!

Do usłyszenia i zobaczenia…

Pianomatyk Bike Tour – etap Berlin-Bruksela

Trochę nieśmiało wznawiam muzyczną podróż w ramach projektu Pianomatyk Bike Tour 2017, a właściwie już 2018…

Tym razem mając w głowie doświadczenia ubiegłegocznego przejazdu z Warszawy do Berlina trasa będzie wiodła dalej z Berlina do Brukseli, a odcinek Bruksela-Paryż pozostaje na deser.

Tym razem będzie trochę inaczej, mniej występów oficjalnych, więcej domowych, jeszcze więcej spotkań z ludźmi na trasie no i wyruszamy na trasę we wzmocnionym dwuosobowym składzie!

Trasa obejmie przejazd przez takie miejscowości jak:
Berlin – Poczdam – Wiesenburg – Dessau-Rosslau – Quedlinburg – Goslar – Bad Gandersheim – Hoxter – Bielefeld – Munster – Dorsten – Weeze – Eindhoven – Antwerpia – Bruksela

Dodatkowo na sam koniec planowane są odwiedziny znajomych w holenderskiej Leidzie.
Poniżej schematyczna mapka:

Recital Podróżniczy w Pianosalonie Steinway&Sons

Rok po recitalu inaugurującym projekt Rowerowej Trasy Koncertowej w warszawskim Pianosalonie Steinway & Sons, nadszedł czas powrotu do punktu wyjścia i krótkiego podsumowania dotychczasowej trasy.

W programie autorskie kompozycje z pogranicza jazzu i muzyki filmowej oraz trochę wspomnień z muzycznych podróży!

 

 

 

KIEDY I GDZIE?
29 maja (wtorek), początek godz. 19.00
Pianosalon Steinway & Sons,
Warszawa, ul. Ordynacka 10/12

Wstęp 20zł, bilety do nabycia przy wejściu.
Liczba miejsc siedzących ograniczona!

Więcej informacji: https://www.facebook.com/events/166306980703738

Po pokazie Ludzi Bez Jutra

Filmy nieme z muzyką na żywo to dość ciekawa kategoria wydarzeń artystycznych łącząca efekty wizualne z żywym muzykowaniem, które musi się dopasować do aktualnego przebiegu akcji. Coś co kiedyś było standardem (albo jedyną możliwą opcją), obecnie jest raczej rarytasem. Tym bardziej przyjemnie mi było wziąć udział w takim przedsięwzięciu!

Za nami taki właśnie premierowy występ trio pod nazwą ‘Ensamble Squad’ w składzie Michał Michota (trąbka), Rafał Różalski (kontrabas) wspartego przez moją skromną osobę na fortepianie i perkusjonaliach (cajon, dzwonki chromatyczne, grzechotki, itp). Także Pianomatyk wystąpił tu w podwójnej roli.

Publiczność zgromadzona w filli Bielańskiego Ośrodka Kultury na ul. Estrady miała w więszkości po raz pierwszy okazję obejrzeć Polski niemy film Ludzie Bez Jutra w reżyserii Aleksandra Herza, zrealizowanego w 1919r, który został po licznych poprawkach i kontrowersjach zaprezentowany dopiero w 1921r. Samo dzieło jest dość niezwykłym skarbem kultury polskiej, przez lata uważanym za dzieło bezpowrotnie utracone. Kopia taśmy z filmem z niemieckimi napisami odnalazła się dopiero przed kilkoma laty w niemieckich archiwach w Berlinie i została została starannie odrestaurowana i zdigitalizowana.

Prelekcję do projekcji wygłosił Michał Pieńkowski – filmograf z Filmoteki Narodowej Instytutu Audiowizualnego, który zwrócił uwagę na liczne ciekawostki związane z powstaniem produkcji oraz ciekawe ujęcia starej Warszawy.

Dziękujemy wszystkim za wspólny seans i mamy nadzieję, że jeszcze będziemy mieli okazję powrócić do Ludzi Bez Jutra!

Przed seansem Ludzi Bez Jutra

Przygotowania do pokazu najstarszego zachowanego polskiego filmu Ludzie Bez Jutra z muzyką na żywo trwają i to jak widać całkiem intensywnie. Widzimy się na seansie już w niedzielę na warszawskich Bielanach!

Ludzie bez jutra – pokaz filmu niemego z muzyką na żywo

W niedzielę 15 kwietnia będę miał przyjemność zagrać w ramach „Ensamble Squad” improwizowaną muzykę na żywo do starego polskiego filmu niemego pt. „Ludzie bez jutra”.

Jestem dość mocno podekscytowany, bo jest to kierunek w którym w przeszłości planowałem się bardziej rozwinąć, ale z różnych względów nie mogłem się w takie granie w pełni zaangażować. Wiem, że tego typu występy nie są proste, ale myślę że jednak będzie ciekawie, a sam film z tego co wiem jest dość ciekawy (sam jeszcze nie oglądałem…).

 

KIEDY I GDZIE?

15 kwietnia 2018 (niedziela), Warszawa, Bielański Ośrodek Kultury – Filia Estrady 112, ul. Estrady 112godz. 18.00

Ludzie bez jutra. Pokaz filmu niemego z muzyką na żywo (występ w ramach „Ensamble Squad).

Wstęp wolny! Przejdź na stronę wydarzenia na Facebooku.

Migawki z Teatru Boto

Dziękuję wszystkim z Trójmiasta, którzy przybyli na koncert w sopockim Teatrze Boto.

Było to dla mnie bardzo ważne wydarzenie z kilku względów. Pierwszy raz zawitałem z koncertem do Sopotu. Po raz pierwszy wystąpiłem w nowej formule 2 aktowej (osobno część akustyczna i elektroniczna) – podobno taka konstrukcja w sposób udany wprowadziła więcej różnorodności. Set elektroniczny pokazałem ponadto po raz pierwszy poza Warszawą. Do tego w secie akustycznym oprócz pianina i dzwonków chromatycznych po raz pierwszy spontanicznie skorzystałem z cajonów będących na scenie, improwizując lewą ręką na pianinie, a prawą wystukując rytmy. Rozwiązanie to na tyle mi się spodobało, że zamierzam wkrótce zainwestować we własny cajon!

Powrót do góry

Nagrania koncertowe:

 
Patrz także: Facebook
Patrz także: YouTube
Patrz także: Soundcloud
Patrz także: RSS
Patrz także: E-mail